Saturday, January 3, 2009

wczoraj wykazałam się taką bezmyślnością i głupotą, że aż ciężko mi było się do tego przyznawać. Świat znów spróbował nauczyć mnie, że zasadniczo trzeba z ludźmi rozmawiać i pytać. nawet jeśli mają się wkurzyć. Otóż poszłam do banku przedłużyć książeczkę mieszkaniową i zamiast zapytać się, czy może jakimś cudem nie da się tego zrobić w innym okienku, stanęłam w jednej kolejce z ludźmi, którzy właśnie zakupili mieszkanie albo nosili się z takim zamiarem i chcieli dokonać cesji. Na okienku napisane było, że zamiany też są tu obsługiwane, więc ja uzbroiłam się w cierpliwość i tak czekałam. Po DWÓCH godzinach przechodząca obok kolejki kobieta poinformowała nas, że zamiany i wyliczenia premii są obsługiwane również w kasach, do których NB nie było żadnych kolejek. Straciłam dwie godziny zycia. Może nie było tak źle, bo spędziłam te czas na czytaniu "Merde happens". No i rzeczywiście happens. Staram się za bardzo nie wracać do tego wspomnienia, jako kolejnego dowodu na to, co wyżej. 

poza tym w nocy nie mogłam zasnąć, okazało się, że stresuje mnie za dużo rzeczy bym mogła tak po prostu spokojnie leżeć w łóżku i czekać na sen. stresuje mnie projekt nadchodzący i ogólnie praca, ale najbardziej stresuje mnie cała sytuacja z Tatą i tymi mieszkaniami. Chciałabym, żeby wszystko było już jasne i wiadome, a mam wrażenie, że ostatnia rozmowa była kolejną próbą odsunięcia tematu w czasie i to o pół roku co najmniej. Nie podoba mi się to, i szczecze mówiąc wizja mieszkania na E. lub K. również mi nie do końca odpowiada. Inaczej, gdybym miała się tam przeprowadzić tak casually, ale robienie wielkich półrocznych planów, prowadzenie negocjacji lub też totalne wykłócanie się, wprowadzają chorą atmosferę, która nie pozwoliłaby mi czuć się dobrze w takim mieszkaniu. No i jeszcze jedna sprawa spędza mi sen z powiek, a jest nią żrąca nienawiść do petera. Przeraża mnie to, co teraz czuję względem niego. Pocieszam się, że może to takie resztki uczucia, zakopane i wciśnięte w najgłębsze zakamarki mnie. I teraz chcąc się od niego uwolnić, widząc, jak nędzne jest to wszystko, muszę się pozbyć tych uczuć do ostatniej kropli. Wrażenie jest takie, jakby moje serce dosłownie rzygało. I tylko leżę, i wyzywam go od najgorszych, z drugiej strony licząc na to, że stanie się coś, że on zrobi coś, co pozwoli mi lepiej o nim myśleć. (innymi słowy złe wspomnienia znów odejdą gdzieś daleko i głęboko).

No comments:

Post a Comment