Tuesday, January 6, 2009

najbardziej nie lubię poranków. budzę się rano i wydaje mi się, ze jestem najsłabszym człowiekiem na świecie, że nie dam sobie rady z niczym, a zadania każdego dnia wydają mi się przerażające i niemożliwe do wykonania. ale potem jest już lepiej. nawet kiedy jest mróz i ogólnie nie jest za fajnie, nawet kiedy jest mi smutno, a czasami jest bardziej, to i tak nic nie równa się temu, jak zaczynają się te dni. oby do wiosny. 

dostałam od petera książkę. nie wiem, kiedy ją wysłał, może jeszcze w bardzo zamierzchłych czasach, gdy jakoś częściej się ze sobą kontaktowaliśmy i bardziej nam na sobie zależało. ale książka jest, nie ma maili i zasadniczo poza nią nie ma nic. nie wiem więc, czy książka wystarczy by utrzymać mnie w przekonaniu, że nie warto żyć w nienawiści. eh, może po prostu jest mi wszystko jedno. w świątecznym międzyczasie nauczyłam się mieć zycie i jakieś myśli, i pewnie stąd było we mnie tyle tej goryczy i złości, a teraz znów jestem w pracy i mam czym się zajmować. o, np. zaraz poczytam sobie o funduszu gwarancyjnym. ogólnie to lubię pracę i podoba mi się w ING. :) ale też cieszę się, że tyle jeszcze będzie się działo za jakiś czas. a peter to sucker ostatni, nawet mimo książki. nie spada do hedonistycznych duńczyków. ;)

cóż jeszcze.. jest ziiiimno, -17 stopni rano. i za dużo jem, za dużo wydaję pieniędzy i za duża rosnę.

No comments:

Post a Comment