Wednesday, January 14, 2009

where does the good go?

skończyłam pierwszą, a może nawet i całą część tego projektu tajnego super. i teraz za nim tęsknię. nie wiem dokładnie, za czym, może za ludźmi, może za tym, co tam robiliśmy.. ale najprawdopodobniej po prostu się przyzwyczaiłam. i teraz nie czuję się za dobrze w ING. :( taka zagubiona jestem. 

Sunday, January 11, 2009

nienawiść pojawia się znów. tym razem ze złości na to, że są dowody na powody poprzednich nienawiści. jedno zdanie, jedno słowo, jeden gest bym mogła chociaż z jednym małym usmiechem mysleć o tej osobie. bo przecież nigdy nikogo tak nienawidziłam jak własnie teraz nienawidzę jego. jak nienawidzę go od prawie 2óch miesięcy. to jest chore. 

a poza tym jest praca. i nie jest w niej źle, chociaż czasem czuję, że mało rozumiem i że to takie bezsensowne jest.

Wednesday, January 7, 2009

i dont wanna wait for our lives to be over

will it be yes or will it be sorry

eh. tak mi się włączyło. więc dziś zakończyłam moją zaledwie trzydniową przygodę z ING finalowym. było faaaajnie. ale przede mną rozkosznie niewiadoma przyszłość. i tyle wyzwań, że ho ho. tylko czasem się sobie samej taka głupia wydaję. eh. i nie mam czasu pisać w moim małym czerwonym kalendarzyku. bo ostatnio jakoś mao się nudzę w życiu, ale i mało mam czasu na robienie rzeczy mnie definiujących. ten odwieczny dylemat - żyć czy myśleć o życiu. no i to, że zasadniczo to właśnie NUDA mnie zawsze definiowała. hmm.. 

Tuesday, January 6, 2009

najbardziej nie lubię poranków. budzę się rano i wydaje mi się, ze jestem najsłabszym człowiekiem na świecie, że nie dam sobie rady z niczym, a zadania każdego dnia wydają mi się przerażające i niemożliwe do wykonania. ale potem jest już lepiej. nawet kiedy jest mróz i ogólnie nie jest za fajnie, nawet kiedy jest mi smutno, a czasami jest bardziej, to i tak nic nie równa się temu, jak zaczynają się te dni. oby do wiosny. 

dostałam od petera książkę. nie wiem, kiedy ją wysłał, może jeszcze w bardzo zamierzchłych czasach, gdy jakoś częściej się ze sobą kontaktowaliśmy i bardziej nam na sobie zależało. ale książka jest, nie ma maili i zasadniczo poza nią nie ma nic. nie wiem więc, czy książka wystarczy by utrzymać mnie w przekonaniu, że nie warto żyć w nienawiści. eh, może po prostu jest mi wszystko jedno. w świątecznym międzyczasie nauczyłam się mieć zycie i jakieś myśli, i pewnie stąd było we mnie tyle tej goryczy i złości, a teraz znów jestem w pracy i mam czym się zajmować. o, np. zaraz poczytam sobie o funduszu gwarancyjnym. ogólnie to lubię pracę i podoba mi się w ING. :) ale też cieszę się, że tyle jeszcze będzie się działo za jakiś czas. a peter to sucker ostatni, nawet mimo książki. nie spada do hedonistycznych duńczyków. ;)

cóż jeszcze.. jest ziiiimno, -17 stopni rano. i za dużo jem, za dużo wydaję pieniędzy i za duża rosnę.

Monday, January 5, 2009

praca jednak potrafi być fajna. oprócz wstawania i dojazdów. dziś było -12 stopni, teraz pewnie jest jeszcze gorzej. czasem myślę o tym, co było rok temu. i czasem jest mi smutno, a czasem nie. kupiłam kalendarz moleskina na 2009 rok. super jest.

Sunday, January 4, 2009

i oczywiście poszłam z powrotem spać przekonując się jak zwykle tym samym, nie do zbicia, argumentem, że mi się należy trochę odpoczynku w ostatni taki dzień. potem jeszcze poszłam do Empiku wydać kolejne pieniądze z mej przyszłej pensji, znów przekonując się, że należy mi się, że powinnam się ukulturalniać oraz odpracować wszystkie te ściągnięte nielegalnie filmy. Kupiłam "Marię Antoninę" i "Once". I książkę Sue Townsed "Number 10". Zaraz będę brać mój APAP Night i iść spać z książką i BS. Mam nadzieję, że jutro wstanę.

Poza tym chciałabym kiedyś wyjechać jeszcze. I mieć ciekawsze życie. Żałuję, że przez te piewrsze miesiące pracy nie oszczędzałam na jakąś podróż właśnie i że teraz nie pojechałam. następny czas wolny za wiele miesięcy. ale mam nadzieję, że tym razem będę miała jakiś plan!

pora się pakować. do pracy. eh

udało się zasnąć i wstać. ale przypomniało mi się, jak strasznie nienawidzę świata w niewyspaniu. chciałabym spać i spać i spać.
jednak pójdę spać, ale za jakiś czas. teraz jeszcze poczytam. w razie napadów nienawiści obejrzę sobie BS. a Mama obiecała obudzić mnie o 9:30. i jeszcze sporo z moich excelowych wygibasów pozostało mi na jutro, więc może nie będzie tak źle. 

Saturday, January 3, 2009

postanowiłam nie spać całą noc. wiem, że już wielokrotnie podejmowałam podobne próby i poddawałam się około godziny 2ej. tym razem jednak mam dodatkową motywację - tym razem pracuję w poniedziałek i to od 8ej rano. na dodatek nie wiem, gdzie będę i nie wiem, co będę robić, więc naprawdę muszę być wypoczęta i ruszać się wyjątkowo szybko. jeśli dziś pójdę spać, wstanę o 11ej i potem nie będę w stanie zasnąć do 3ej. A w poniedziałek wstać muszę około 6:30. chociaż.. może jednak postaram się wstać jutro wcześnie, może postaram się przesunąć trzygodzinną noc o jeden dzień wcześniej.. hmm.. gdyby choć raz w życiu udało mi się wstać tak wcześnie rano w dzień wolny od wszelkich obowiązków, nie zawahałabym się tu.. ale tak jakby znam siebie.. eh, zobaczymy, jak to z czasem pójdzie. jak na razie zabieram się za excela. 

a poza tym - nie mogę uwierzyć, że kończą się święta. mam wrażenie, jakby one zawsze trwały, w ogóle nie pamiętam, jak to było chodzić do pracy.. 

a inny powód, dla którego nie chcę dziś iść spać (chyba że w momencie totalnego wyczerpania) jest taki, że nie chcę znów przeżywać ataków tej beznadziejnej nienawiści. 

wczoraj wykazałam się taką bezmyślnością i głupotą, że aż ciężko mi było się do tego przyznawać. Świat znów spróbował nauczyć mnie, że zasadniczo trzeba z ludźmi rozmawiać i pytać. nawet jeśli mają się wkurzyć. Otóż poszłam do banku przedłużyć książeczkę mieszkaniową i zamiast zapytać się, czy może jakimś cudem nie da się tego zrobić w innym okienku, stanęłam w jednej kolejce z ludźmi, którzy właśnie zakupili mieszkanie albo nosili się z takim zamiarem i chcieli dokonać cesji. Na okienku napisane było, że zamiany też są tu obsługiwane, więc ja uzbroiłam się w cierpliwość i tak czekałam. Po DWÓCH godzinach przechodząca obok kolejki kobieta poinformowała nas, że zamiany i wyliczenia premii są obsługiwane również w kasach, do których NB nie było żadnych kolejek. Straciłam dwie godziny zycia. Może nie było tak źle, bo spędziłam te czas na czytaniu "Merde happens". No i rzeczywiście happens. Staram się za bardzo nie wracać do tego wspomnienia, jako kolejnego dowodu na to, co wyżej. 

poza tym w nocy nie mogłam zasnąć, okazało się, że stresuje mnie za dużo rzeczy bym mogła tak po prostu spokojnie leżeć w łóżku i czekać na sen. stresuje mnie projekt nadchodzący i ogólnie praca, ale najbardziej stresuje mnie cała sytuacja z Tatą i tymi mieszkaniami. Chciałabym, żeby wszystko było już jasne i wiadome, a mam wrażenie, że ostatnia rozmowa była kolejną próbą odsunięcia tematu w czasie i to o pół roku co najmniej. Nie podoba mi się to, i szczecze mówiąc wizja mieszkania na E. lub K. również mi nie do końca odpowiada. Inaczej, gdybym miała się tam przeprowadzić tak casually, ale robienie wielkich półrocznych planów, prowadzenie negocjacji lub też totalne wykłócanie się, wprowadzają chorą atmosferę, która nie pozwoliłaby mi czuć się dobrze w takim mieszkaniu. No i jeszcze jedna sprawa spędza mi sen z powiek, a jest nią żrąca nienawiść do petera. Przeraża mnie to, co teraz czuję względem niego. Pocieszam się, że może to takie resztki uczucia, zakopane i wciśnięte w najgłębsze zakamarki mnie. I teraz chcąc się od niego uwolnić, widząc, jak nędzne jest to wszystko, muszę się pozbyć tych uczuć do ostatniej kropli. Wrażenie jest takie, jakby moje serce dosłownie rzygało. I tylko leżę, i wyzywam go od najgorszych, z drugiej strony licząc na to, że stanie się coś, że on zrobi coś, co pozwoli mi lepiej o nim myśleć. (innymi słowy złe wspomnienia znów odejdą gdzieś daleko i głęboko).

Friday, January 2, 2009

znów budzę się 5 godzin później niż normalnie. nie wiem, jak wstanę w poniedziałek. nie wiem, jak zasnę w niedzielę. no ale budzę się i stwierdzam, że świat jest trochę do niczego. nie mam planów na dziś (poza wizytą w banku PKO BP w sprawie książeczki mieszkaniowej, która zajmie mi około 2óch godzin..), a w internecie nie mogę znaleźć niczego ciekawego. nikt do mnie nie pisze, nikt się mną nie interesuje, jak dotąd było mi z tym całkiem dobrze, potem mnie to wściekało, a teraz sprawia że mi się odechciewa. głupie to jest. jeszcze mam siedzieć i czekać na hydraulika, który zamieni moje małe pokojowe iglo w saunę. i wkurza mnie to. chyba poczytam.

Thursday, January 1, 2009

no dobrze, skoro już poszło tych kilka słów tytułem wstępu, to dodam jeszcze, że jednym z moich zamierzeń jest pisanie tu jak najczęściej. bo wiem, że pisanie pomaga i leczy czasem. tu znów odwołanie do bloga poprzedniego. 

chociaż pisać teraz będzie trudniej. pisać o pracy, kiedy każdy zna mnie aż za dobrze, nie dzieli nas żadna bariera językowa, a wspominanie o konkretnych osobach może skończyć się tylko źle. duński świat był tak pięknie bezosobowy. więc ciężko mi będzie pisać. ale postaram się wymyślić odpowiedni kod, który tylko odpowiedni i odpowiednio wytrwali czytelnicy będą w stanie rozpracować. 

Mój poprzedni blog nagle przestał działać, a ja postanowiłam potraktować to jako znak i pretekst by przejść z mym życiem do następnego rozdziału. Wszak świat się zmienił, a ja nie chcąc zmieniać charakteru poprzedniego bloga, nie mogę się już odpowiednio wyrazić.

Poprzedni blog znajduje się tu: Słomiany zapał Marysi? 

ja nie potrafię się do niego dostać, ale mam nadzieję, że komuś jeszcze się to uda. inaczej wszelkie moje skrupulatne zapiski i miejscami naprawdę zabawne wywody pójdą w cholerę. a blog tamten był ciekawy, chociaż z pewnych względów chwilę przed tym, jak miało się zrobić naprawdę ciekawie, przestałam pisać. Hmm.. 

poniżej kilka zdań zapisanych na moim dosłownie 10-minutowym blogu livejournalowym: 

"to jest pierwszy wpis tu pierwszego dnia roku 2009. i pierwszy w ogóle wpis tu. Chciałam napisać ładnie, a napiszę brzydko - do k nędzy co się dzieje z tym cholernym livejournalem, że przyczepił się jednego mojego parszywego zdjęcia i nie akceptuje żadnych prób zmiany na zdjęcie bardziej aktualne, mniej rozmazane i ogólnie obiektywnie lepsze? Może to kolejny znak, że jednak nie powinnam wirtualnie zwierzać się całemu światu? Tak, jak to, że okazało się, że moja nowa neat przeglądarka nie chce współpracować z bloggerem. Co może jest jedynie pretekstem, żeby próbować założyć sobie konto tutaj.. kolejne konto.

tak czy owak, cały mój dotychczasowy świat znajduje się tu --> http://slomianyzapalmarysi.blogspot.com 
było to piękne miejsce, ale ja jaką byłam tam, nigdy już nie będę, więc może i lepiej nie pisać tam o sobie więcej.

Dziś jest pierwszy dzień nowego roku. Dzień, który spędzam obsesyjnie myśląc o tym, jak każde moje bieżące poczynanie wpłynie na treść następnych 12u miesięcy. Staram się nie spać za długo, by nie przespać tego roku, jak wmawiam sobie, że przespałam poprzedni (chociaż przespanie to oznaczało częściowo podróż przez 5 stanów Australii). Staram się jeść zdrowo, obejrzeć odpowiedni nastrojowy film, nie denerwować się na innych, nie wysyłać smsów do petera po godzinie 2ej rano, śmiać się jak najwięcej i być ze wszech miar rozsądną. Niestety, przypadkowo wybrana przeze mnie piosenka, której pierwsze pół minuty pozwala mi na zidentyfikowanie, że najpewniej słyszałam ją juz kiedyś i że było to jakoś z Peterem związane, trochę wyprowadza mnie z równowagi. Może dlatego, że chwilę przed uświadomieniem sobie tego faktu, cieszę się, że tak to przypadkowo takie coś ładnego włączyłam. Ogólnie, jest do bólu symbolicznie i wizjonersko. Staram się wpływać na przepowiednie i przyszłość mą organizując sobie sylwestra odpowiadającego moim planom noworocznym, z obowiązkowym odwiedzeniem miejsc, które mam nadzieję odwiedzać jak najczęściej w roku 2009. 

a za 3 godziny napiszę smsa peterowi. "

"to jest mój drugi wpis tu, tego samego dnia. i powiem tyle - cholera! co za chamstwo z tymi reklamami na górze! wyświetliły mi się jakieś religijnie chłamy. normalnie ludzie nie mają litości. jakieś medaliki Maryi, co mnie to obchodzi. nie chcę żeby taki chłam pojawiał się obok moich wynurzeń. wypchajcie się!

ciekawe, czy zawsze będę się wściekać pisząc tu.."

więc jednak się wściekałam i dlatego wróciłam tutaj.


01

wirtualny świat mnie już nie chce?