Sunday, May 10, 2009

whatever happened..

jest już maj, co oznacza, że ponad 4 miesiące tego roku minęły ot tak sobie, nie pozostawiając za wiele w pamięci i słowach. gdzieś tak w połowie lutego stałam się osobą od-komputeryzowaną, zapadłam na wiele chorób, kłóciłam się ze światem wokół i zerwałam z peterem. dziś boli mnie głowa, właśnie zaczyna się pierwsza burza tego roku, jutro idę do pracy i nie wiem, jak to przetrwam, biorąc pod uwagę, że oczy znów odmawiają mi posłuszeństwa, puchną w środku, czerwienią się na zewnątrz i w ogóle jest z nimi źle. wokół mnie mało jest ludzi, a ja na domiar złego zaczęłam oglądać Ally McBeal, która totalnie usprawiedliwia moją chroniczną samotność i pustkę i w jakiś głupi sposób mnie definiuje. tylko że poza ludźmi nie mam w życiu za wiele, bo całej reszty mi się po prostu robić nie chce. pracuję może nazbyt gorliwie ale i tak nie wystarczająco jak na to, że mogłabym w życiu mieć tylko to. poza tym nie czuję się w tym dobra. więc nie czuję się dobra w niczym. głupi jest ten świat i chociaż przez większość dnia śmieję się głośno i rzucam dowcipami, to jednak w środku jestem takim stetryczałym smutasem. który objada się słodyczami, czeka na burzę i wydaje pieniądze by choć przez 5 sekund dnia być odrobinkę piękną. nawet jeśli nikt nie widzi.

Wednesday, January 14, 2009

where does the good go?

skończyłam pierwszą, a może nawet i całą część tego projektu tajnego super. i teraz za nim tęsknię. nie wiem dokładnie, za czym, może za ludźmi, może za tym, co tam robiliśmy.. ale najprawdopodobniej po prostu się przyzwyczaiłam. i teraz nie czuję się za dobrze w ING. :( taka zagubiona jestem. 

Sunday, January 11, 2009

nienawiść pojawia się znów. tym razem ze złości na to, że są dowody na powody poprzednich nienawiści. jedno zdanie, jedno słowo, jeden gest bym mogła chociaż z jednym małym usmiechem mysleć o tej osobie. bo przecież nigdy nikogo tak nienawidziłam jak własnie teraz nienawidzę jego. jak nienawidzę go od prawie 2óch miesięcy. to jest chore. 

a poza tym jest praca. i nie jest w niej źle, chociaż czasem czuję, że mało rozumiem i że to takie bezsensowne jest.

Wednesday, January 7, 2009

i dont wanna wait for our lives to be over

will it be yes or will it be sorry

eh. tak mi się włączyło. więc dziś zakończyłam moją zaledwie trzydniową przygodę z ING finalowym. było faaaajnie. ale przede mną rozkosznie niewiadoma przyszłość. i tyle wyzwań, że ho ho. tylko czasem się sobie samej taka głupia wydaję. eh. i nie mam czasu pisać w moim małym czerwonym kalendarzyku. bo ostatnio jakoś mao się nudzę w życiu, ale i mało mam czasu na robienie rzeczy mnie definiujących. ten odwieczny dylemat - żyć czy myśleć o życiu. no i to, że zasadniczo to właśnie NUDA mnie zawsze definiowała. hmm.. 

Tuesday, January 6, 2009

najbardziej nie lubię poranków. budzę się rano i wydaje mi się, ze jestem najsłabszym człowiekiem na świecie, że nie dam sobie rady z niczym, a zadania każdego dnia wydają mi się przerażające i niemożliwe do wykonania. ale potem jest już lepiej. nawet kiedy jest mróz i ogólnie nie jest za fajnie, nawet kiedy jest mi smutno, a czasami jest bardziej, to i tak nic nie równa się temu, jak zaczynają się te dni. oby do wiosny. 

dostałam od petera książkę. nie wiem, kiedy ją wysłał, może jeszcze w bardzo zamierzchłych czasach, gdy jakoś częściej się ze sobą kontaktowaliśmy i bardziej nam na sobie zależało. ale książka jest, nie ma maili i zasadniczo poza nią nie ma nic. nie wiem więc, czy książka wystarczy by utrzymać mnie w przekonaniu, że nie warto żyć w nienawiści. eh, może po prostu jest mi wszystko jedno. w świątecznym międzyczasie nauczyłam się mieć zycie i jakieś myśli, i pewnie stąd było we mnie tyle tej goryczy i złości, a teraz znów jestem w pracy i mam czym się zajmować. o, np. zaraz poczytam sobie o funduszu gwarancyjnym. ogólnie to lubię pracę i podoba mi się w ING. :) ale też cieszę się, że tyle jeszcze będzie się działo za jakiś czas. a peter to sucker ostatni, nawet mimo książki. nie spada do hedonistycznych duńczyków. ;)

cóż jeszcze.. jest ziiiimno, -17 stopni rano. i za dużo jem, za dużo wydaję pieniędzy i za duża rosnę.

Monday, January 5, 2009

praca jednak potrafi być fajna. oprócz wstawania i dojazdów. dziś było -12 stopni, teraz pewnie jest jeszcze gorzej. czasem myślę o tym, co było rok temu. i czasem jest mi smutno, a czasem nie. kupiłam kalendarz moleskina na 2009 rok. super jest.

Sunday, January 4, 2009

i oczywiście poszłam z powrotem spać przekonując się jak zwykle tym samym, nie do zbicia, argumentem, że mi się należy trochę odpoczynku w ostatni taki dzień. potem jeszcze poszłam do Empiku wydać kolejne pieniądze z mej przyszłej pensji, znów przekonując się, że należy mi się, że powinnam się ukulturalniać oraz odpracować wszystkie te ściągnięte nielegalnie filmy. Kupiłam "Marię Antoninę" i "Once". I książkę Sue Townsed "Number 10". Zaraz będę brać mój APAP Night i iść spać z książką i BS. Mam nadzieję, że jutro wstanę.

Poza tym chciałabym kiedyś wyjechać jeszcze. I mieć ciekawsze życie. Żałuję, że przez te piewrsze miesiące pracy nie oszczędzałam na jakąś podróż właśnie i że teraz nie pojechałam. następny czas wolny za wiele miesięcy. ale mam nadzieję, że tym razem będę miała jakiś plan!

pora się pakować. do pracy. eh