Sunday, May 10, 2009
Wednesday, January 14, 2009
where does the good go?
skończyłam pierwszą, a może nawet i całą część tego projektu tajnego super. i teraz za nim tęsknię. nie wiem dokładnie, za czym, może za ludźmi, może za tym, co tam robiliśmy.. ale najprawdopodobniej po prostu się przyzwyczaiłam. i teraz nie czuję się za dobrze w ING. :( taka zagubiona jestem.
Sunday, January 11, 2009
nienawiść pojawia się znów. tym razem ze złości na to, że są dowody na powody poprzednich nienawiści. jedno zdanie, jedno słowo, jeden gest bym mogła chociaż z jednym małym usmiechem mysleć o tej osobie. bo przecież nigdy nikogo tak nienawidziłam jak własnie teraz nienawidzę jego. jak nienawidzę go od prawie 2óch miesięcy. to jest chore.
a poza tym jest praca. i nie jest w niej źle, chociaż czasem czuję, że mało rozumiem i że to takie bezsensowne jest.
Wednesday, January 7, 2009
i dont wanna wait for our lives to be over
will it be yes or will it be sorry
eh. tak mi się włączyło. więc dziś zakończyłam moją zaledwie trzydniową przygodę z ING finalowym. było faaaajnie. ale przede mną rozkosznie niewiadoma przyszłość. i tyle wyzwań, że ho ho. tylko czasem się sobie samej taka głupia wydaję. eh. i nie mam czasu pisać w moim małym czerwonym kalendarzyku. bo ostatnio jakoś mao się nudzę w życiu, ale i mało mam czasu na robienie rzeczy mnie definiujących. ten odwieczny dylemat - żyć czy myśleć o życiu. no i to, że zasadniczo to właśnie NUDA mnie zawsze definiowała. hmm..
Tuesday, January 6, 2009
najbardziej nie lubię poranków. budzę się rano i wydaje mi się, ze jestem najsłabszym człowiekiem na świecie, że nie dam sobie rady z niczym, a zadania każdego dnia wydają mi się przerażające i niemożliwe do wykonania. ale potem jest już lepiej. nawet kiedy jest mróz i ogólnie nie jest za fajnie, nawet kiedy jest mi smutno, a czasami jest bardziej, to i tak nic nie równa się temu, jak zaczynają się te dni. oby do wiosny.
dostałam od petera książkę. nie wiem, kiedy ją wysłał, może jeszcze w bardzo zamierzchłych czasach, gdy jakoś częściej się ze sobą kontaktowaliśmy i bardziej nam na sobie zależało. ale książka jest, nie ma maili i zasadniczo poza nią nie ma nic. nie wiem więc, czy książka wystarczy by utrzymać mnie w przekonaniu, że nie warto żyć w nienawiści. eh, może po prostu jest mi wszystko jedno. w świątecznym międzyczasie nauczyłam się mieć zycie i jakieś myśli, i pewnie stąd było we mnie tyle tej goryczy i złości, a teraz znów jestem w pracy i mam czym się zajmować. o, np. zaraz poczytam sobie o funduszu gwarancyjnym. ogólnie to lubię pracę i podoba mi się w ING. :) ale też cieszę się, że tyle jeszcze będzie się działo za jakiś czas. a peter to sucker ostatni, nawet mimo książki. nie spada do hedonistycznych duńczyków. ;)
cóż jeszcze.. jest ziiiimno, -17 stopni rano. i za dużo jem, za dużo wydaję pieniędzy i za duża rosnę.
Monday, January 5, 2009
Sunday, January 4, 2009
i oczywiście poszłam z powrotem spać przekonując się jak zwykle tym samym, nie do zbicia, argumentem, że mi się należy trochę odpoczynku w ostatni taki dzień. potem jeszcze poszłam do Empiku wydać kolejne pieniądze z mej przyszłej pensji, znów przekonując się, że należy mi się, że powinnam się ukulturalniać oraz odpracować wszystkie te ściągnięte nielegalnie filmy. Kupiłam "Marię Antoninę" i "Once". I książkę Sue Townsed "Number 10". Zaraz będę brać mój APAP Night i iść spać z książką i BS. Mam nadzieję, że jutro wstanę.
Poza tym chciałabym kiedyś wyjechać jeszcze. I mieć ciekawsze życie. Żałuję, że przez te piewrsze miesiące pracy nie oszczędzałam na jakąś podróż właśnie i że teraz nie pojechałam. następny czas wolny za wiele miesięcy. ale mam nadzieję, że tym razem będę miała jakiś plan!
pora się pakować. do pracy. eh